3 styczeń 2013r.
Ponownie – szkoła
Dzień rozpoczęłam pobudką o 7.30. Cudownie... Po wzięciu orzeźwiającego prysznica, ubrałam się w nowe ubrania, które dostałam na święta. Spódniczkę w kratkę i luźniejszy, biały sweter.
Potem poszłam do kuchni przywitać się z moją kochaną rodzinką i zjeść śniadanie.
- Hej, jak przemija wam ten piękny, pracowity poranek? - spytałam i zaśmiałam się.
- Z chęcią przełożyłabym go na godzinę 10. - odpowiedziała mama, a tata jedzący kanapkę, pokiwał głową zgadzając się z mamą.
Usiadłam na krzesełku, wsypałam sobie trochę płatków i dolałam ciepłego mleka. Mniam!
- Wiesz, zastanawiam się czemu taka fajna dziewczynka jak ty, ma tak mało znajomych...
- Nie wiem... - wtedy straciłam dobry humor z którym obudziłam się rano.
Dzień rozpoczęłam pobudką o 7.30. Cudownie... Po wzięciu orzeźwiającego prysznica, ubrałam się w nowe ubrania, które dostałam na święta. Spódniczkę w kratkę i luźniejszy, biały sweter.
Potem poszłam do kuchni przywitać się z moją kochaną rodzinką i zjeść śniadanie.
- Hej, jak przemija wam ten piękny, pracowity poranek? - spytałam i zaśmiałam się.
- Z chęcią przełożyłabym go na godzinę 10. - odpowiedziała mama, a tata jedzący kanapkę, pokiwał głową zgadzając się z mamą.
Usiadłam na krzesełku, wsypałam sobie trochę płatków i dolałam ciepłego mleka. Mniam!
- Wiesz, zastanawiam się czemu taka fajna dziewczynka jak ty, ma tak mało znajomych...
- Nie wiem... - wtedy straciłam dobry humor z którym obudziłam się rano.
Przez cały
dzisiejszy dzień, zastanawiałam się nad zdaniem mamy. W wyglądzie
chyba niczego mi nie brakuje... Zazwyczaj mówię sobie, żebym
schudła, czy coś, ale jak spojrzę na siebie tak trochę bardziej
optymistycznie to wcale nie jestem brzydka. W szkole rozejrzałam się
po ludziach i niektórzy wyglądali, albo jak beczki, albo jakby ich
twarz zaatakował rój pszczół.
Myślałam
jeszcze o moich ocenach. Ludzie sądzą, że jestem jakimś kujonem,
który przez 24 godziny na dobę uczy się. Oni oceniają mnie tylko
z zachowania na przerwach. To, że powtarzam przed niektórymi
lekcjami, nie oznacza, że muszę być kujonem. Tak samo to, że nie
latam jak wariatka po korytarzach w poszukiwaniu sensancji.
W domu, czy u znajomych zachowuję się zupełnie inaczej. W szkole... Nie mogę, najzwyczajniej nie porafię, być taka jak z rodziną i przyjaciółmi...
Szkołę jakoś przeżyłam... Przeżyłam te głupie spojrzenia na mnie, ten śmiech "za moimi plecami", który i tak doskonale widziałam. Czy oni sądzą, że jestem taka słaba, żeby... rozpłakać się na środku korytarza? Co za idioci... Przez te wszystkie lata podstawówki, gimnazjum i półtora roku liceum, wyćwiczyłam w sobie pewność siebie, ignorację dla takich ludzi, a przede wszystkim odwagę by się nie zmieniać... Żeby przypodobać się innym, musiałabym zmienić nawet swoje, "ukryte" przed szkołą, ja. Niedoczekanie...
- Hej, jak tam święta? Nie odzywałaś się wcale.... - Jennifer spytała mnie, gdy poraz pierwszy tego dnia podeszłam do naszych szafek. Zawsze tam na mnie czeka.
- Wiesz... Szkoda, że już trzeba wrócić do szkoły, ale same święta były udane. A jak spędziłaś swoje?
- Fajnie, na weekend polecielismy do Waszyngtonu. Tam się dopiero nachodziłam i nazwiedzałam.... - Jen westchnęła i uśmiechnęła się.
- To się cieszę. Dobra, chodźmy na angielski, opowiesz mi po drodze co tam robiłaś.
Po kilku godzinach byłam już w domu. Szybko odrobiłam lekcje i włączyłam muzykę. Położyłam się na łóżku i odetchnęłam. Przemyślałam cały dzisiejszy dzień. Niepowiem, żeby należał do najlepszych...
W domu, czy u znajomych zachowuję się zupełnie inaczej. W szkole... Nie mogę, najzwyczajniej nie porafię, być taka jak z rodziną i przyjaciółmi...
Szkołę jakoś przeżyłam... Przeżyłam te głupie spojrzenia na mnie, ten śmiech "za moimi plecami", który i tak doskonale widziałam. Czy oni sądzą, że jestem taka słaba, żeby... rozpłakać się na środku korytarza? Co za idioci... Przez te wszystkie lata podstawówki, gimnazjum i półtora roku liceum, wyćwiczyłam w sobie pewność siebie, ignorację dla takich ludzi, a przede wszystkim odwagę by się nie zmieniać... Żeby przypodobać się innym, musiałabym zmienić nawet swoje, "ukryte" przed szkołą, ja. Niedoczekanie...
- Hej, jak tam święta? Nie odzywałaś się wcale.... - Jennifer spytała mnie, gdy poraz pierwszy tego dnia podeszłam do naszych szafek. Zawsze tam na mnie czeka.
- Wiesz... Szkoda, że już trzeba wrócić do szkoły, ale same święta były udane. A jak spędziłaś swoje?
- Fajnie, na weekend polecielismy do Waszyngtonu. Tam się dopiero nachodziłam i nazwiedzałam.... - Jen westchnęła i uśmiechnęła się.
- To się cieszę. Dobra, chodźmy na angielski, opowiesz mi po drodze co tam robiłaś.
Po kilku godzinach byłam już w domu. Szybko odrobiłam lekcje i włączyłam muzykę. Położyłam się na łóżku i odetchnęłam. Przemyślałam cały dzisiejszy dzień. Niepowiem, żeby należał do najlepszych...
Po
kilkudziesięciu minutach poszłam do salonu. Tam mama przesiadywała
z książką przed dużym oknem z widokiem na nasz piękny ogród.
- Hej mamo. Potrzebuję z tobą pogadać.
- Dobrze, zamieniam się w słuch. - mama zamknęła książkę i odwróciła się w moją stronę.
- Hej mamo. Potrzebuję z tobą pogadać.
- Dobrze, zamieniam się w słuch. - mama zamknęła książkę i odwróciła się w moją stronę.
- Jak sądzisz,
czemu czuję się taka samotna? Nie chodzi mi o przyjaciół, nie
potrzebuję ich więcej niż teraz mam. Chodzi mi o taką
samotność... wewnętrzną. - zaśmiałam się. - Wiem, że to
głupio brzmi, ale chyba rozumiesz.
- Tak, wiem o co chodzi. - mama zamilkła na chwilę i zmarszczyła brwi. Zastanawiała się. - Wiesz, może brakuje ci kogoś więcej niż tylko przyjaciela?
- Mamo... - jęknęłam, chodź w duszy przyjełam to pytanie całkiem poważnie. Może rzeczywiście brakuje mi mojej drugiej połówki?
- Żadne "mamo". Mówię to co myślę. Zastanów się nad tym. - powiedziała stanowczo i otworzyła książkę. Zrozumiałam gest i wyszłam z pokoju.
Właśnie teraz kończę opisywać cały mój dzień. Wciąż zastanawiam się nad tym co powiedziała mama. Trudno mi przyswoić myśl, że mogłabym mieć chłopaka. Ostatnio kiedy się zauroczyłam miałam 13 lat... On nie zwracał na mnie uwagi. Potem mi przeszło i... póki co nie mam nikogo.
No nic, kiedyś trafie na tego jedynego. Dobranoc, pamiętniku. Miejmy nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie lepszy.
Venice
- Tak, wiem o co chodzi. - mama zamilkła na chwilę i zmarszczyła brwi. Zastanawiała się. - Wiesz, może brakuje ci kogoś więcej niż tylko przyjaciela?
- Mamo... - jęknęłam, chodź w duszy przyjełam to pytanie całkiem poważnie. Może rzeczywiście brakuje mi mojej drugiej połówki?
- Żadne "mamo". Mówię to co myślę. Zastanów się nad tym. - powiedziała stanowczo i otworzyła książkę. Zrozumiałam gest i wyszłam z pokoju.
Właśnie teraz kończę opisywać cały mój dzień. Wciąż zastanawiam się nad tym co powiedziała mama. Trudno mi przyswoić myśl, że mogłabym mieć chłopaka. Ostatnio kiedy się zauroczyłam miałam 13 lat... On nie zwracał na mnie uwagi. Potem mi przeszło i... póki co nie mam nikogo.
No nic, kiedyś trafie na tego jedynego. Dobranoc, pamiętniku. Miejmy nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie lepszy.
Venice
hehe, mama ją zagięła :D fajny rozdziałek, krótki! mam nadzieję, że będą dłuższe. Czekam na NN pozdrawiam i zapraszam do siebie :*
OdpowiedzUsuń