niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 2

4 styczeń 2013r.
Nowa znajomość


   Dzisiejszy dzień był całkiem udany... Nawiązując do wczorajszej rozmowy z mamą – chyba znalazłam sposób na pozbycie się uczucia samotności.
     Lekcje w szkole zaczynałam wyjątkowo o 10
00. Postanowiłam udać się do Starbucksa. Kocham tamtejszą kawę!
     Z domu wyszłam przed 9
00. ponieważ czasami kolejki w Starbucksie sięgają wejścia... Niektórzy widząc taką kolejkę wycofaliby się czym prędzej. Ja natomiast należę do tej grupy ludzi, ktorzy wyczekuj godziny po pobudzającą kawę, oczywiście w przenośni...
     Po kilkunastu minutach dotarłam na miejsce. Po otworzeniu drzwi ujrzałam, że nie ma zbyt wielu ludzi. Ten widok bardzo mnie ucieszył. Stanęłam w kolejce i po jakimś czasie byłam przy kasie. Zamówiłam cappuccino na wynos. Po jej dostaniu, ruszyłam do wyjścia.
     Szłam wolno, podziwiająć wszechobecną zimę. Nagie drzewa chyliły się ku ziemi, pod wpywem chłodnego wiatru. Pod nogami skrzypiała niewielka warstwa śniegu. Gorąca kawa ogrzewała moje dłonie otulone w rękawiczki.
     Idąc nierównym chodnikiem, nie trudno było o wypadek. Mnie pech oczywiście nie ominął. Po spojrzeniu na zegarek, dostrzegłam, że jest bardzo późno. Szybko szłam w kierunku szkoły. Nieoczekiwanie wpadłam na kogoś. Kawa częściowo wylała się przez otwor w wieczku. Na moim szaliku widniała plama napoju. W tym momencie miałam chęć walnąć tego czlowieka, który na mnie wpadł. Lecz pochamowałam swoj odruch i spojrzałam przed siebie. Stał tam chłopak. Miał któtkie, ciemne włosy. Jego piwne oczy spoglądamy na mnie z zakłopotaniem.
    - Przepraszam. Nic ci się nie stało? - spytał.
    - Nie, nie. Tylko się trochę ubrudziłam – powiedziałam wskazując na szalik.
    - Naprawdę, nie chciałem. Zamyśliłem się. Czy moge coś dla ciebie zrobić?
    - Chyba nie. Bardzo się spieszę. - zrobiłam krok w bok, wymijając chłopaka.
    - Mógłbym coś na to zaradzić.- jego głos zatrzymał mnie. - Zapraszam do auta. - wskaza kierunek ręką.
Zastanowiłam się nad tą propozycją. Nie znam chłopaka, ale wyglądał na bardzo miłego. Jednak odpowiedziałam:
    - Nie, dziekuję. Muszę już iść.
    - Ale nalegam.
Westchnęłam i zgodziłam się. Miałam nadzieję, że nic złego się nie stanie. Nieznajomy otworzył mi drzwi. Wsiadłam. Po chwili chłopak zapytal:
    - Gdzie jedziemy?
    - Lincoln Park High School.
    - Naprawdę? Też tam chodzę. Sory, zapomniałem się przedstawić. Jestem Tristan.
    - Venice. Nie kojarzę cię. Który rocznik?
    - Senior. Gram w druzynie footbolowej. Dziwne, że mnie nie poznajesz...
Ta chwila przerosła moje najsmielsze marzenia. Nigdy nie myślałam nawet, że będę jechała w samochodzie 4- klasisty. Zwróciłam głowę ku oknu. Patrzyłam na dobrze znane mi ulice, ktorymi często szłam do szkoły. Z wielką niechęcią powiedziałam:
    - Już jesteśmy, dzieki za podwózkę. Cześć. - otworzyłam drzwi.
    - Emm... Poczekaj chwile. - Tristan urwał. - Może wziąłbym twój szalik i uprał go. Przecież to ja na ciebie wpadłem. - dokończył szybko. Zaczęłam chichotać. To tak głupio brzmiało w jego ustach. Na samo wspomnienie tego zdania, chce mi się śmiać. Ale z drugiej strony, pomyślałam, skoro zabrałby szalik, to musiałby go wkońcu oddać. A to oznacza kolejne spotkanie. Zgodziłam się i oddałam mu wełnianą apaszkę. Podziękowałam, po czym ruszyłam w stronę wejścia do budynku. Wciąż nie mogąc uwierzyć w to co się stało, pobiegłam w poszukiwaniu Jennifer. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami.
    - Wiesz... - westchnęła. - Wydaje ci się to fajne, ale on należy do szkolnej elity. Nie licz na nic więcej niż "zwyklą znajomość". Ten cały Tristan jada lunche w szkolnej strefie VIP-ów. Siada obok cheerleaderek, które non stop, go podrywają. Naprawdę, nie chcę być nie miła, ale spójrz prawdzie w oczy! Przecieżą on niedługo zapomni, jak się nazywasz.
     Ta wypowiedź ciągle siedzi mi w głowie. Zastanawiam się, czy Jennifer ma racje. Tristana mijałam kilka razy dzisiaj na szkolnym korytarzu, ale on nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Lecz ja wciąż mam nadzieje.
Po powrocie do domu, pobiegłam odrazu do mamy. Opowiedziałam jej sytuację z dzisiejszego rankaoraz to, co na ten temat myśli Jennifer. Mama powiedziałam prawie to samo co moja przyjaciółka. Widocznie narobiłam sobie niepotrzebnych nadzieji.
     Po odrobieniu lekcji i nauce, wyjęłam mój notes i zaczęłam rysować. Nie myślałam nawet o tym co robi moja ręka. Można by powiedzieć, że szłam za głosem serca, ponieważ kilkanaście minut później na kartce widniała twarz Tristana. Ten rysunek był... inny. Odmienny. Czułam, że rysunkowe oczy chłopaka spoglądając na mnie. Chcąc, by pilnowały mnie przez całą noc, powiesiłam rysunek naprzeciwko mojego łóżka.
     Teraz obserwuję portret i wspominam dzisiejszy dzień. Mam wrażenie, że bawię się w jakąś dziecinną grę. Jestem w liceum, a wcale się tak nie czuje. Wszysktko się dzieje inaczej, niż mogłabym przypuszczać... No ale cóż, nic na to nie poradze. Dobranoc pamiętniku. Życz mi powodzenia na jutrzejszy dzień ;P
Venice


__________________________________________________
Informacje : http://za-oceanem.blogspot.com/2012/01/high-school.htmlCzęść z nich została przekształcona na potrzeby książki.

1 komentarz:

  1. Zarąbisty blog, a nocia jeszcze lepsza.
    Pozdro i zapraszam do siebie XD

    OdpowiedzUsuń